RWSB – górskie bieganie w Wiśle. Przystanek Beskidy.

III Półmaraton Wiślański, który odbył w się w minioną niedzielę w Beskidzie Śląskim był kolejnym zaproszeniem do biegania w górach pod szyldem Runner’s World Super Bieg 2017. Rywalizacja w biegach włączonych do tej serii trwa w najlepsze i całkowicie przeniosła się już w góry. Wszystkie biegi, które jeszcze pozostały do rozegrania to biegi górskie.

W porównaniu z ubiegłym rokiem wiślańskie zawody zanotowały znaczący progres jeśli chodzi o liczbę uczestników, a ta pewnie byłaby jeszcze większa gdyby pogoda nie zaczęła straszyć deszczem, chłodem i burzami. Ostatecznie na starcie stanęło ponad 250 osób, które mogły sprawdzić swoją biegową formę na beskidzkich ścieżkach, wybierając albo półmaraton albo dystans 10 km.

Biegi górskie w Polsce mają coraz więcej oddanych pasjonatów, a pokonanie trasy takich właśnie zawodów na pewno daje więcej satysfakcji niż najbardziej atrakcyjny bieg uliczny. Poza aspektami czysto sportowymi i możliwością bezpośredniej rywalizacji, góry oferują coś czego nie ma na ulicy – element przygody, niepewności co do warunków, odrobinę nieprzewidywalności i, przede wszystkim, możliwość biegania w atrakcyjnym terenie – z pięknymi widokami i przez malownicze , ukryte w górach miejsca. Poza tym skala trudności również jest nieporównywalna – góry dają po prostu w kość. Jeśli dodamy do tego dobrą organizację i ciekawą trasę – mamy przepis na udany bieg górski i chyba właśnie tak było w Wiśle w ostatnią niedzielę.

Na trasie górskiego półmaratonu nie miał sobie równych Bartosz Misiak – Polak z czeskiego Trzyńca (Biegiem przez Chybie). Drugi na mecie był Przemysław Krupa (Biegiem przez Chybie), a trzeci Daniel Krasulak (WKS Śląsk Wrocław). Wśród pań triumfowała Agnieszka Golicz z Rudy Śląskiej (Atra), przed Natalią Bury z Wisły i Agnieszką Batek (OTK Rzeźnicy).

Co ciekawe, na trasę półmaratonu wybiegło więcej zawodników niż na „dychę”, a ta też nie była łatwa, choć z pozoru mogło się tak wydawać. Prawie dokładnie połowa dystansu to podbieg, a potem długi zbieg do mety. Wiadomo, że biegi górskie wygrywa się na zbiegach, więc w zasadzie wszystko rozstrzygało się tu w drugiej połowie dystansu. Najlepiej z tą podstępną trasą poradził sobie Dominik Jarco (Alpin Sport Team), przed Michałem Izydorkiem (KS Sprint Bielsko – Biała) i Sławomirem Kukułą z Andrychowa.